Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żywienie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żywienie. Pokaż wszystkie posty

Sierpniowe łupy + Essential Foods

by 9/06/2017

Bloggerem jestem, więc z racji tego zaszczytnego tytułu prezentuję dziś sztampowy post - haul zakupowy. Będzie garstka ładnych i funkcjonalnych gadżetów, ale lwią część uwagi skierujcie w stronę paczki chrupków, bo z tym się wiążę istotny obrót spraw.
No, to otwieram podwoje!

Na początku zaznaczę, że nic nie wskóra próba rozegrania słownej szermierki... Mięcho, gnaty oraz podroby odesłałam w przeszłość. Nie będzie łatwo mnie przekonać, zalewając nieskończonymi alternatywami i czarnoksięskimi trikami. Na nic teraz nie przystanę. W poście na temat RAW świadomie uprzedziłam, że próba wprowadzenia tej diety u Gorana może pozostać jedynie próbą. Nie udało mi się rozwinąć skrzydeł na maksa, za co absolutnie winy nie ponosi model karmienia. Kto BARF-em wojuje, od BARF-u... Zabrakło mi sprytu i wiary w pokonywanie wszelkich trudów, a momentami odnosiłam wręcz wrażenie, że testuję swojego psa pod kątem reakcji na rozmaite kombinacje. Najbardziej w tym wszystkim bolesne było jednak to, że przy otwieraniu portfela wraz z końcem miesiąca, pojawiał się tam Vincent Vega szukający domofonu. Nie potrafiłam znaleźć takich mięs, żeby zmieścić się w kwocie niższej niż pół tysiąca przypadającej na jeden księżyc. O suplach nie wspomniawszy. Udawałam się nie raz na całodniowe rajdy po macierzystej okolicy. Kraków do tanich mieścin nie należy, tak mi przynajmniej mówio.

Nie przeciągając, dodam jeszcze, że ze łzą w oku wspominam czas, który poświęcałam na pieczołowite przygotowanie każdego posiłku. Mam nadzieję, że w przyszłości (niezbyt odległej), jak syn marnotrawny powrócę na właściwe tory.

Skupmy się teraz na wyborze mniejszego zła.

Goran jest psem przeraźliwie szczupłym, dlatego pozycja jak wysokoenergetyczna kaczka w składzie karmy była dla mnie szalenie ważna. Zwracałam też uwagę na sposób przyszykowania granulek, najlepiej bez użycia ekstrudera, czyli w skrócie - pieczenia grubo poniżej 200 stopni, aby zminimalizować ryzyko "złapania raka". Ogr ma też stwierdzony troszkę wysoki poziom kreatyniny we krwi, więc tak naprawdę wszystkie karmy najwyższej klasy odpadają przez niemożebnie dużą zawartość białka surowego.

Moje wymogi częściowo spełniło/spełnia nadal Alpha Spirit - Kaczka z wolnego wybiegu. Cena jest adekwatna do tego, co mamy w ofercie. Tylko żeby ta karma chociaż była dostępna (i nie miała w sobie tyle białka, ile ma)... Owszem, na jakichś szemranych stronach ją znajdę, w cenie wyższej niż u producenta. Następnie pod rozwagę wzięłam Sancani. Z dostępnością nie ma problemu, mają bardzo fajne puchy i ogólnie ładny design. Nie zostałam oczarowana mimo wszystko na tyle, żeby się zdecydować na cokolwiek. Mają kaczkę z płatkami jęczmiennymi, co z pewnością lepiej wpłynęłoby na tęgość Pana Ogara, ale z zasady zbóż nie podaję. Aż nagle przypomniałam sobie, że ktoś gdzieś polecił mi dawno temu karmę, która wyryła się w mojej pamięci poprzez nietypowy wygląd worka. Zupełnie nie psi. Okazało się, że jest tam jakiś psowaty, ale dopiero pod lupą widoczny. Nabyłam ją razem z karmą mokrą Canagana, o której króciutko również napomknę. Bardzo podoba mi się, że Essential Foods poszło na kompromis. Choć chrupki nie zostały przygotowane w niskich temperaturach, jak przy typowym tego rodzaju procesie obróbki, to i tak źle nie jest, bo mamy zapewnienie o górnym progu 90 stopni. To można jeść.

I zjadane jest ze smakiem... (pytanie: czego ogar nie zjadłby ze smakiem?)


Karma jest całkiem sucha, nie lepi się w dłoniach i niestety nie pachnie inaczej niż Royal, który jest czarną owcą w rodzinie psiego żarcia. Wierzę jednak w jej dobroczynną moc! Pies o jakieś 80% mniej linieje. Fakt faktem, podaję mu dodatkowo mączkę z kryla arktycznego, ale praktykuję to nie od dzisiaj.

Gdybyście zechcieli w wolnej chwili dokładnie prześledzić skład, macie tutaj takie bardzo ładne rysunki i wprowadzenie po angielsku:
 > KLIK <

Skandynawski producent zapewnia nas, że karma Essential jest oparta na zasadach BOF (Behavioral Optimising Foods), czyli przyczynia się do utrzymania stałego, niezmiennego poziomu cukru we krwi. Nie wiadomo jak zawsze, na ile to ewenement, a na ile chwyt marketingowy.


Uwaga, zmieniam temat. Teraz będzie o Canaganie.


Opakowanie bardzo ładne. Zamówiłam sobie na próbę indyka w duecie z kaczką oraz kurczę. Skupię się na kurczęciu, chociaż resztą składu nie różnią się diametralnie. Często występujący w puszkach olej lniany został tutaj zastąpiony na całe szczęście olejem z łososia. Poza tym pierwszy raz spotykam się z papką, w której widać gołym okiem części roślinne. Szkoła RAW nie zaleca wprawdzie łączenia mięsa z zieleniną, ale wiadomo, że przy karmach gotowych nie sposób to obejść. Z nietypowych składników, mamy tutaj zielone małże (100 mg/kg) będące źródłem glukozaminy, anyż i miętę pieprzową. Są i wodorosty.

Przy okazji: za 7 zeta w jakimś zoologu krakowskim nabyłam taką gumową zatyczkę. Pasuje na różne średnice i choć jest dedykowana karmie Ontario (You don't say...), to zdała w tym wypadku egzamin na szejś.


Skoro przebrnęliście przez część spożywczą, nadszedł czas na upragnione gadżeciki.


Tam, gdzie piętrzą się góry, będą kiedyś morza. Tam gdzie dziś wełnią się morza, będą kiedyś pustynie. A jak nie biegałam, tak tego nie robię. Włos już się bieli.

Nawet nie ryzykuję z pisaniem, że "Teraz postanowiłam trenować..." TFU! Gadanie zawsze sprowadza się do sromotnej porażki. Nic nie postanawiam. Po prostu to robię, jak najdzie mnie ochota i z takim nastawieniem ochota nachodzi mnie faktycznie często.

Do. Or do not. There is no try.

Co to jest? To jest smycz.
Co w niej szczególnego? TO SMYCZ HURTTY.
Wszystkie smycze Finów są szczególne. Miałam już wśród swoich zabawek dwunastoletni amortyzator, brzydki... i stary, dlatego nadszedł czas zmian. Z resztą taka amortyzacja (1) jak na fotce w zupełności mi wystarcza. Pasek został wykonany z elastycznego materiału, nie jest gumowy. Rzeczywiście niweluje drobne szarpnięcia, a niczego więcej nie wymagam. Innowacyjna rączka (2) jest mega wygodna, chociaż zaczyna mnie wkurzać, kiedy chcę szybko przełożyć smycz do drugiej dłoni.


Znajdziecie ją w internetach pod hasłem jogging leash. Cena startuje od 99 złotych, ale moim skromnym zdaniem najtańsza wersja nie nadaje się do canicrossu, bo jest po prostu za krótka.
Jeśli już jesteśmy w temacie biegania, niedługo zaprezentuję na Goranie najlepsze na świecie szelki sledowe od WOLFCLAN - sled dog equipment. Najlepsze i bardzo tanie! Wykażcie się cierpliwością i czujnością.

Wreszcie zainwestowałam w podróżną miskę, po tym jak zawias przy butelce od najpopularniejszejmarkinaliteręte ułamał się. Hunter Travel Bowl Detroit kosztuje niecałe 50zł, jest wodoodporna i łatwo się ją czyści. Pomieści 1,5 L.


 Żegnam się i spadam biegać.
Z miłością,
G&G

B.A.R.F / RAW

by 5/02/2017

Nie jestem ekspertem w karmieniu psa surowym jedzeniem. Nie jestem tak naprawdę niczego świadoma, bo przecież dopiero praktyka utwierdza w przekonaniu, iż zdobyta dotychczas wiedza była naprawdę słuszna. Po pół roku gromadzenia informacji zdecydowałam się to zrobić. Teraz, kiedy piszę tego posta, Goran jest trzeci dzień na RAW. Liczę się z tym, że ta idylla potrwa najwyżej miesiąc. RAW nie jest tani, a człowiek mojego psa też musi raz na jakiś czas zjeść. No dobra, to skąd w ogóle pomysł, żeby tak drastycznie zmieniać psu dietę? Skłoniła mnie do tego lektura. Wspaniała lektura, która otwiera oczy. Nikt nie zrozumie o co chodzi, dopóki nie przeczyta.

"W zgodzię z naturą" Izabeli Sekuły to wciąż świeżutka pozycja, ale absolutny MUST HAVE (nie lubię tego "makaronizmu", ale kurde, inaczej tego nie da się ująć) każdego, kto chce zwiększyć swoją świadomość na temat tego, co ląduje w psiej misce. Kupiłam ją z zamiarem zdobycia wiedzy przy założeniu, że mimo wszystko nie zrezygnuję z suchej karmy. Moje postanowienie z czasem zaczęłam rozważać... czy aby na pewno warto ładować w psa taką ilość chrupek, które musi zapić ogromną ilością wody? Czy warto fundować mu karmę SUPER PREMIUM, gdzie te 40% białka to tak naprawdę zabójcza ilość? Żadne zwierzę nie składa się w 40% z białka, o czym między innymi można poczytać w książce Izabeli. Tam jest po prostu wszystko. Oczywiście sama do tej pory błądzę, waham się, ale wierzę (a nawet nie mam wątpliwości), że wszelkie pytania same z czasem znajdą odpowiedź. W trakcie żywienia. Wyznacznikiem dobrze zbilansowanej diety jest przede wszystkim psia kupa + morfologia i biochemia.

Są takie szczególne kwestie, które przemawiają za tym, żeby karmić na surowo, ale zanim je omówię, to jeszcze trochę słów gwoli wyjaśnienia. Dlaczego "B.A.R.F" jak do tej pory wystąpił tylko w tytule? Biologically Appropriate Raw Food - B.A.R.F to dieta RAW, ale samo RAW ma nieco tych odmian: rzeczony B.A.R.F, Whole Prey (WP) i Pray Model Raw (PMR). z BARFem wiążę się najwięcej roboty... od PMR różni się praktycznie tylko tym, że w jadłospisie zwykle 20% zajmuje część roślinna, w tym 80% warzyw i 20% owoców. Rośliny nie są szczególnie potrzebne psowatemu. Dlatego sporo barfiarzy z nich rezygnuje, tym samym konwertując się na Pray Model Raw. Tutaj mamy tylko mięso, podroby, *jadalne kości i dodatki w niewielkich ilościach. No i jaja, ale(!) absolutnie nie podajemy skorupek jaj (węglan wapnia w nich zawarty zbija fosfor), gdy jednocześnie w diecie występują kości.

*Jako jadalne kości rozumiemy takie, które są obleczone mięsem (największą popularnością cieszą się ewidentnie szyje indycze). Z uwagi na twardość i spore ryzyko uszkodzenia zębów - nie podajemy kości nośnych wielkich, mamucich istot. York raczej nie poradzi sobie z wołowym gnatem.
Sama do niedawna miałam poważną zagwozdkę z kośćmi. Nie chciało mi się wierzyć w to, że pies jest w stanie zgryźć kość. Jakąkolwiek. Dopiero kiedy ucięłam kawałek szyi indyczej przy pomocy obcinaczki do pazurów, zrozumiałam, jak bardzo byłam w błędzie. Rzecz jasna - Goran nie dostał tej szyi do schrupania, bo kości wprowadzamy do diety dopiero po paru dniach, bywa, że i po tygodniu.

Polecam portal Perfectly Rawsome, podlinkowałam akurat niezwykle przydatny dział dotyczący kości mięsnych w diecie. W dodatku mają fajny, nieprzekombinowany kalkulator, ale musiałam trochę go oszukać - oblicza dzienny posiłek stanowiący 2,5% masy ciała, a to jednak dla Gorana może okazać się za dużo. Około 2% jest optymalne i na starcie najlepsze.



A teraz te najlepsze aspekty surowizny...

KWASOWOŚĆ ŻOŁĄDKA
Nasz przyjaciel na BARF-ie z czasem zyskuje niskie - bardzo kwaśne pH żołądka równe 1. Ludzkie wynosi około 3,5 i psie wcale się nie różni, jeśli spożywa Butcher's/Orijena. Wciąż jest to 3,5. Taka kwasowość nie daje organizmowi wystarczającej możliwości radzenia sobie z bakteriami. Dlatego między innymi nie wolno karmić jednocześnie przetworzoną karmą + surowizną. Nie ma tak, że rano podam zmieloną wołowinę, a do wieczora pies strawi i wtedy można uraczyć go suchym. Z początku myślałam, że to fajny sposób i się dziwiłam, że to zakazane. Nie miałam wówczas pojęcia o obniżaniu się poziomu kwasowości. To wymaga konsekwencji i zdecydowanego karmienia wyłącznie surową ofiarą.

KAMIEŃ NAZĘBNY
Wilki nie mają kamienia nazębnego. Jeśli już, to mają go bardzo mało. Wynika to z tego, że psowate nie trawią pokarmu za pomocą śliny. Niestety... enzym odpowiedzialny za ten proces to kwestia adaptacji. Spora ilość węglowodanów w karmie przyczyni się w końcu do jego aktywności i tym samym stopniowego narastania płytki nazębnej. Kamień wszak nie jest tylko kwestią urody, pamiętajmy o tym. Jaki sens usuwać go w znieczuleniu ogólnym co 3-4 lata, jeśli wystarczy karmić po wilczemu?

BŁYSKAWICZNE TRAWIENIE
Surowizna nie zalega w przewodzie pokarmowym do 12 godzin, jak sucha, pęczniejąca karma. Ponadto lepiej się wchłania, dając w ostatecznym rozrachunku maleńkie odchody. Wspomnę też o tym, że w czasie męczenia się z kością bądź wyjątkowo opornym kawałkiem mięcha, minimalizowane jest ryzyko skrętu żołądka w wyniku błyskawicznego jedzenia, o które tak łatwo przy niewielkich chrupkach. Goran je połykał, zanim zdążył rozgryźć... Niestety jak na razie z piersią indyka dzieje się podobnie, ale raczej większość psów nie wsysa jak ogary, więc nie bójcie.

ODCIĄŻENIE NEREK
Im bardziej mokry pokarm, tym mniej wody trzeba wypić. 
Sucha karma zawiera najwyżej 9% wody, w przeciwieństwie do mięsa (nawet te 60%). Zwierz musi wypić ogromne ilości płynu, żeby zapić karmę. Woda zostaje wchłonięta w trymiga i... w trymiga wydalona. Nerki się nie regenerują, zadbajmy o nie i pozwólmy im trochę odpocząć, zamiast pracować na pełnych obrotach non stop.

Jeśli zauważyliście jakiś kardynalny błąd lub nawet drobną pomyłkę, dajcie znać, bo piszę z głowy, coby się sprawdzić. Lenistwo nie pozwala mi na zweryfikowanie informacji.


JADŁOSPIS

Obejmuje część zwierzęcą, rośliny (z których można zrezygnować na rzecz zwiększonej podaży mięsa i wtedy mamy PMR) + dodatki. Zakładamy, że optimum dziennej dawki to 2% masy ciała. Niektórzy decydują się mniej lub więcej. Trzeba obserwować psa i do niego się z tym dopasować.

Wśród części zwierzęcej wyłania się mięso (65-80%), podroby (10-20%), kości (10-15%).

Część roślinna obejmuje 80% warzyw i 20% owoców, a pozostałe 10% to dodatki (np. jaja, chociaż z drugiej strony są tak istotne, że źle brzmi określanie ich dodatkami). Ja zdecydowałam się na Prey Model Raw, dlatego u mnie występuje wyłącznie część zaznaczona na czerwono.

Bilans nie musi dotyczyć jednego dnia, ważne, żeby zamknął się w ciągu 7/10/14 dni.
Przy BARF-ie nie łączymy posiłku mięsnego z elementami roślinnymi, bo zaburza to wchłanianie niektórych makro- i mikro-elementów, co mija się trochę z celem. Dlatego algi morskie jako suplement także podaje się z warzywami/owocami na BARF-ie, albo po prostu same wymieszane z wodą/odrobiną tłuszczu przy PMR. Jak to się sprawdzi - dopiero zobaczymy. Chociaż dla psa, który zjada wszystko, łącznie ze ślimakami, pasikonikami, kamykami (sic), papka z alg nie powinna stanowić problemu.


JAK TO UGRYŹĆ

Wprowadzamy dietę stopniowo. Zaczynamy z jednym gatunkiem mięsa (ja wybrałam indyka), żeby bez trudu wyeliminować sprawcę ewentualnego uczulenia. Co prawda Goran dotychczas jadł suchą karmę z indorem, więc było raczej pewne, że dobrze zareaguje. Mięso ma być chude, ale też nie zupełnie (dobowe zapotrzebowanie na tłuszcz - 2g/kg m.c.). Zaczęłam od udźca ze skórą (około 6g tłuszczu na 100g) i piersi, która tłuszczu zawiera bardzo malutko. Jeśli mój mały budżecik pozwoli, następna będzie wołowina. Ale... zamiast wprowadzać kolejny gatunek mięsa, lepiej wprowadzić kości, w naszym przypadku należące do Pana Indyka. Jeśli wszystko jest w porządku, wprowadzamy podroby, wśród których aż 5% ma stanowić wątroba, a pozostałe 5% ich reszta. Wątroba bogata jest w witaminę A i żelazo, dlatego jej nadmiar nie jest wskazany. Zakładając, że nie bredzę, taka krowia tusza waży około 260kg, a przynależna jej wątroba 4kg. Stanowi to mniej niż 2% tuszy, więc na dzień mogę podać Panu Ogarowi +/- 15g takiej wątroby wraz z (przykładowo) wątrobą indyczą, co i tak nie będzie maksimum.

Jeśli nie karmimy BARFem, a PMR, to odpuszczamy owoce i wprowadzamy suplementy. Będąc na tym etapie możemy zacząć wreszcie dotłuszczać mięso (wskazane są tłuszcze nasycone, np. łój cielęcy). Jedna szkoła twierdzi, że niezbędne nam będą następujące rzeczy: algi morskie, drożdże browarnicze, hemoglobina + osocze i kryl arktyczny/olej z łososia. Lepiej nie podawać krwi, jeśli pies je np. wołowinę, bądź jego Pani bez przerwy kaleczy się tasakiem w trakcie krojenia. Przedawkowanie żelaza może skończyć się tragicznie, nawet jeśli podręczniki weterynaryjne mówią, że jego nadmiar nie ma złego wpływu na zdrowie. Jak widać na załączonym obrazku, ograniczyłam się do minimalnej ilości supli z Pokusy. U niektórych to minimum jest jeszcze mniejsze, niż u mnie, bo zależy wszystko od tego, co pies ma w jadłospisie. Rozważam dokupienie oleju z łososia, bo ten pokusowy jest podobno jakiś ultrawyśmienity. W takiej sytuacji obydwa źródła EPA i DHA podaje się po pół zalecanej dawki (mam na myśli kryla, który już jest).


Nadal nie dowierzam, że to wszystko ma miejsce. Kiedyś ten cały BARF był dla mnie jakąś herezją. Spodziewałam się zacząć karmić psa surowym dopiero za parę lat, ale im więcej czytałam, tym bardziej docierało do mnie, że nie istnieje lepsza dieta i nawet dla człowieka z dyskalkulią (:D) jest do ogarnięcia. Mam tylko ogromną nadzieję, że mój odkurzacz nie zadławi się za parę dni swoją pierwszą kością i wszystko szlag trafi... alternatywą są oczywiście skorupki jaj, ale to już nie taki banał. Trzymajcie kciuki!

Pierwsza wieczerza

by 12/25/2016

Goran nie skonsumował wczoraj żadnej z 12+ potraw, ale śmiało można rzec, że uczestniczył czynnie w swojej pierwszej wigilijnej wieczerzy. Nie będę tu opisywać, jak przebiegają święta z udziałem psa, bo raz: nikogo nie zainteresowałoby takie lanie wody, dwa: no przecież wiecie. Stres, gwar, hałas i wielkie zaślinione bydlątko, które zajmuje się mierzwieniem starannych fryzur, czy skubaniem "ozdup" choinkowych, będących przecież niezastąpionym łakociem w psiej diecie.

PIES

Pan ogar został obsypany prezentami, które skutecznie przekupią go na sesjach treningowych bądź dodadzą wdzięku na spacerach. Niestety próba zamrożenia w ruchu ośmiomiesięcznego podrostka z jakimkolwiek ciałem obcym na szyi, kończy się raz lepiej, raz gorzej. Książę nie przystał na publikację wizerunku.

Chociaż widać, że wzór paisley Goranowi kolorystycznie służy.

Apaszki nie zamówiłabym oczywiście nigdzie indziej, niż w OssoDiCane. Poprosiłam o pakunek prezentowy, ale nie spodziewałam się, że dostanę gratis taki oto potrójny przysmaczek. Serdeczne podziękowania.

Ciastki warte Nobla.


Będąc w świecie ciastek, od razu powiem słów kilka na temat chrupków Orijena. Za obydwie paczuszki zapłaciłam 60 złotych monet, stając się tym samym ubogim człowiekiem. To szaleństwo płacić tyle za zwykłą saszetkę ze smakołykami, ale już spieszę z wyjaśnieniami. Dajmy na to, smakołyki o rzekomym smaku i zapachu bananów za kilka złotyh (Bosch Fruitees na ten przykład), mają w składzie minimum 4% banana suszonego, trochę zbóż, trochę mięsa (nie jest podane, jakie to mięso). Na ile mogę zaufać Orijenowi? Nie wiem, bo nigdy do tej pory nie miałam z nim nic wspólnego, ale kiedy powąchałam zawartość opakowania, byłam w stanie uwierzyć, że skład faktycznie prezentuje się następująco: DZIK
W paczuszce mamy prawdziwego dzika. Mięso zostało poddane liofilizacji. Wysuszone po uprzednim zamrożeniu. Nie jestem specjalistą w sprawach żywienia, dlatego pewnie łatwiej mnie oszukać, ale mój szósty zmysł w tym wypadku milczał i dlatego kupiłam aż dwa opakowania na próbę: Wild Boar (100% dzika) oraz Tundra (przepiórka, pstrąg, wapiti).

CIASTKI NUMBER TWO prezentują się tak:


Można je skruszyć dwoma palcami, zbytnio się nie wysilając.



CZŁOWIEK


Pies dostał prezenty, które uszczęśliwiły jego człowieka. Człowiek dostał prezent, który ma szansę uszczęśliwić jego psa. Wspomniałam, że mam pewne braki (jak większość, powiedzmy sobie szczerze), jeśli chodzi o wiedzę związaną z odżywianiem psów. Nie stosuję BARFa, który być może jest jedyną słuszną drogą ku zachowaniu dobrej kondycji psiego ciała jak najdłużej. Szanuję każdego, kto umie się do niego zabrać. Ja się po prostu boję i znam siebie wystarczająco dobrze, że mogę założyć z góry wiele rzeczy. Na pewno popełniałabym na początku (i pewnie ten początek trwałby dłuuugo) masę błędów. Kto by na tym ucierpiał? Wiadomo, przecież nie ja. Podając psu suchą karmę, też wypada znać się na rzeczy i broń Boże nie zakładać, że: producenci są alfą i omegą, zatem trzeba na nich polegać. Jednemu dana marka może służyć, a na innego zadziała wyniszczająco. Ja eksperymentowałam bardzo długo, aż w końcu podałam chrupki, które spośród wszystkich testowanych zawierały najwięcej mięcha, co nie powinno być żadnym zaskoczeniem dla kogoś, kto choć minimalnie jest zainteresowany tematem. To jest bezdyskusyjne, że produktów pochodzenia zwierzęcego powinniśmy mieć w misce jak najwięcej. Tak, my ludzie też. No offence, vegans.
Goranowi bardzo przypadł do gustu łosoś. Niestety ze zdrowym, dzikim łososiem nie ma zbyt wiele wspólnego. TUTAJ można dostrzec garść różnic pomiędzy tym, co najprawdopodobniej ląduje w psiej karmie (i nie tylko, bo w każdym europejskim markecie też), a mięsem z łososia złowionego w naturalnym środowisku. Gdyby nie fakt, że widziałam psy od lat spożywające łososiowe chrupki, nie ryzykowałabym i dalej szukała złotego środka.

Wymarzyłam i wyprosiłam podręcznik przeznaczony dla lekarzy/studentów weterynarii. Może troszkę porwałam się z motyką na słońce. Pewne sformułowania nie są jasne dla humana, który zdawał historię. Mimo wszystko czyta mi się bardzo dobrze i z przyjemnością chłonę nieznane mi dotąd fakty. To nie jedna z tych skarbnic wiedzy, z której dowiemy się, że czekolada psu szkodzi, bo tak. Tu opisana jest z dbałością o każdy detal cała fizjologia trawienia, funkcje poszczególnych hormonów i wiele więcej. Raj dla biolchemów i o dziwo dla mnie też. Myślę, że w przyszłości poświęcę jej osobny post oraz dam Wam znać, czy taka książka jest zjadliwa dla "zwykłego" człowieka.


Znalazłam pod choinką także ciuszek dla ogarzej damy. Zdecydowanie najlepsza rzecz. Trzeba Wam wiedzieć, że koszulki z ogarem to nie jest coś powszechnego i łatwego do zdobycia.


Z GŁĘBIN SERCA ŻYCZĘ WESOŁEJ RESZTKI ŚWIĄT, 
wykorzystajcie ją godnie!

G&G
Obsługiwane przez usługę Blogger.